drop blog

Archiwum dla: Marzec, 2007

wiatr w oczy

przez , 31.mar.2007, w Bez kategorii

i to dosłownie niestety! Co jest nie tak z tą pogodą?! Czy nie mogłoby przestać. Myślałam, że mnie zwieje razem z tym rowerem do rowu. Antoś jest niedobry, ma jakieś swoje halo, ja jestem niedobra, pies skuczy z powodu sąsiadki, paszczur śpi, mama leci na szmacie z okazji świąt. Żyć nie umierać. Tu jest tak przytłaczająco. Wiem, że piszę o tym już tysięczny raz, ale nie mogę tego przeboleć.
Dlaczego te 10 lat temu Madziusia zdecydowała się na tą radosną przeprowadzkę?!I teraz będę tu sobie siedziała i kisła, żyła problemami wszystkich dookoła. Kiedyś jeszcze nawet się trochę ekscytowałam tymi wszystkimi ploteczkami, ale teraz już mi się nawet nie chce słuchać i tylko irytuję się, gdy mi ktoś donosi o jakiś pierdołach. E już pisać mi się nie chce, bo tylko się denerwuję niepotrzebnie. Tak się składa, że chcąc nie chcąc zawsze będę związana z tym miejscem…Z miłych informacji i bardzo pocieszających odjeżdżamy stąd i do czwartku…

Strasznie się denerwuję,zadręczam się jakimiś duperelami, zamęczam niepotrzebnie i muszę bardzo uważać, żeby nie stać się nie do zniesienia dla innych. To to pieprzone przesilenie i to minie…Szłam tak dzisiaj z Madziusią, spojrzałam na swoje odbicie w szybie i zobaczyłam, jaką mam wredną minę :) Niech ta wiosna już się rozkręci, będzie mi lepiej.

Ale optymistycznie to wszystko napisałam…Miłe są dwa fakty: związek daje dużo radości i w szkole zero problemów póki co. To już 90% sukcesu a reszta to jedynie moja chora głowa i lekki brak zrównoważenia :)

A może to przez to, że nie biorę tabletek? W końcu tyle lat się nimi faszerowałam, to organizm przeżywa detoks na swój sposób…No nic to już ostatni miesiąc antykoncepcyjnej abstynencji, bo nie mogę sobie poradzić z nieprzewidywalnością nadejścia miesiączki. Ostatnio przez dwa tygodnie codziennie byłam pewna, że właśnie dziś dostanę. W związku z tym biegałam do toalety co pół godziny i cały czas jęczałam R. że chyba właśnie spłynęłam. Nawet w kinie wyszłam w trakcie filmu przekonana, że na 100% już dostałam, po czym okazało się,że to fałyszywy alarm i straciłam 15 minut akcji :)Nie to nie dla mnie, nie wyobrażam sobie siebie latem, nad wodą z obsesją, że być może „właśnie teraz”…przecież zatykałabym się tamponem profilaktycznie:) a to chyba mało zdrowe. Także wracamy do starych metod, sprawdzonych, odprężających i raczej bezstresowych.

Zostaw komentarz więcej...

nic śmiesznego :)

przez , 30.mar.2007, w Bez kategorii

Pogoda wspaniała, ja już oczywiście w tym małym śmierdzielowatym Wołowie, ale czego się nie robi dla ukochanego i brata. Dziś poranek miałam bardzo pracowity: najpierw umyłam okna, potem umyłam psa, potem umyłam siebie, potem wskoczyłam na rower a na koniec przyszedł R…..:) Teraz chwila odpoczynku i znowu przyjdzie ;)
dobra, najważniejsze, że pies i okna czyste, jutro łazienka i święta gotowe :)

Nieuchronnie zbliżają się moje urodziny. Wiem, że będę o tym fakcie pisać jeszcze ze trzydzieści razy, ale trzeba podkreślać ten fakt. Skończę 21 lat, czyli osiągnę wiek, w którym panowie mogą już swobodnie wstępować w związek małżeński, a Britney Spears zaczęła legalnie spożywać alkohol i jak wiemy za dobrze na tym nie wyszła :)

Mam nadzieję, że nie pójdę w jej ślady. Jezu, starość wchodzi na cżłowieka, niedługo będzie rodził dzieci i chodził do pracy i nie miał za grosz radości z życia. No dobra z tym to przesadziłam, ale mam melancholijny nastrój a mój młodociany brat jest po prostu niedobry i chyba przestanę do niego przyjeżdżać, bo się na mnie wyżywa. Właściwie najgrzeczniejszy jest kiedy zabieramy go z R. do Grażyny i Tadeusza ( bo mały kojarzy po imionach rodziców Siczka). Wtedy jest pełnia szczęścia i siedzi Tadeuszowi na kolanach, oglądają razem bajki, R. mama serwuje mu jakieś smakołyki. Ogólnie mały pasztet może tam sobie pozwolić na wszystko, a im bardziej psoci, tymbardziej oni się cieszą…co jest dla mnie niezrozumiałe bo Antoś ma czasem dewastacyjne zapędy w ich domu i notorycznie demoluje łóżko w sypialni :)

Zostaw komentarz więcej...

i

przez , 27.mar.2007, w Bez kategorii

Czasem wydaje mi się to wszystko kompletnie nierealne, jakieś nierzeczywiste. Im bardziej analizuję szczegóły naszej znajomości, tymbardziej nie wierzę, że to się tak skończyło, że jesteśmy teraz razem i jest tak fajnie. Codziennie budzę się obok niego i mam taki skurcz w brzuchu ze zdziwienia. A najlepsze jest to, że zawsze budzimy się w tej samej chwili i ja wącham jego ucho, i wiem, że czeka nas kolejny dzień razem, a potem noc :)

Węch jest u mnie bardzo ważnym zmysłem. Wydaje mi się, że jeśli uwielbiam zapach każdego miejsca na jego ciele, to już chyba cud i szczyt szczęścia. Właściwie Jego zapach pamiętam od tych 7 lat i kiedy pierwszy raz od tego czasu zbliżyliśmy się do siebie bardzo uderzyło mnie to..że On pachnie tak jak kiedyś i że ja ten zapach tak dobrze znam, a teraz mam go na codzień. Zwariowałam, kompletnie zwariowałam, że to piszę, ale taka niestety jest prawda. Jeszcze nigdy w nikogo nie wwąchiwałam się tak, jak w niego i nigdy nie potrafiłam przywołać do siebie w jednej chwili woni drugiego człowieka. Wiem jak pachnie przestrzeń między palcami jego dłoni, włosy, uszy, nos, oczy, kark, zagłębienie na klatce piersiowej, pachwiny, skronie. Swojego własnego zapachu nie znam tak dobrze jak jego.

Dziś będzie bez podsumowania, wnioski każdy wyciągnie sam, ale nawet gdyby coś kiedyś się stało takiego nieprzewidywalnego i wszystko miało się zmienić, z całą świadomością stwierdzę, że warto byłoby odczuwać coś takiego choćby nawet jeden dzień. I nie chodzi już o to, że on jest taaaaki wspaniały jak większość uważa i że czuję się wyróżniona z tego powodu, że on to on. R. jest wspaniały dla MNIE w całkiem inny sposób niż wszyscy ( łącznie z nim) sądzą i być może właśnie dlatego, że wcale nie jest ideałem.

A ja jestem psują i gapą, zapomniałam dodać, że głupią pałą też.Ot tak sobie komplementów poprawiłam
:)

Zostaw komentarz więcej...

:)

przez , 24.mar.2007, w Bez kategorii

Czuję się jak za dawnych dobrych czasów… Siedzę u Mariana przy kompie, jest 21.00 i zaraz skoczymy po winko. No mała nieścisłość, kiedyś byłoby nas tu więcej, a ja pisałabym notkę po pijaku, a one krzyczałyby na mnie, że kolejka mnie ominie :) Grunt, że wspomnienia są piękne.
A ja trzymam się dalej Siedy i to jest fajne. Tak naprawdę, ze wszystkich osób bliskich mi osób, tylko Marian sprawdzał się zawsze, bo nawet gdy mnie zjebała i stwierdziła, że jestem „głupią pałą” i postępuję jak idiotka, zawsze przy mnie była i ok.

Zostaw komentarz więcej...

short

przez , 22.mar.2007, w Bez kategorii

a my pijemy drugą butelkę czerwonego wina… i zycie studenckie kwitnie aż miło :)

2 komentarze więcej...

ponownie a propos pogody

przez , 22.mar.2007, w Bez kategorii

We Wrocławiu jeszcze tragedii nie ma, ale w Poznaniu Paszczura zasypało po pachy śniegiem. Magdalena dziś o 8.00 wykonała do mnie telefon i na „dzień dobry” zaryczała basem do słuchawki: ” gdyyy poranne wstają zoooorzeee…” czy jakoś tak. Małego Antosia ponoć pare dni temu o mały włos nie zabiła spadająca nań szafa, a my przedwczoraj oglądaliśmy ” chłopaków na Ibizie”, R. stwierdził, że nigdy nie widział jeszcze takiego filmu i ogólnie był pod wielkim wrażeniem jeżeli chodzi o twórców :)

Idę dziś do szkoły jak w żałobie: czarne spodnie, czarne kozaki, czarna kurtka, czarny golf, czarny sweterek (no dobra w jasne romby), nawet bieliznę i kolczyki mam czarne, a na powiekach czarne kreski :)

Zostaw komentarz więcej...

gr…

przez , 20.mar.2007, w Bez kategorii

No piękna, pogoda jest po prostu piękna. Idealnie, na drzewach już pączki i kwiatki a tu snieżek pada…Dobrze, ze nie mam dziś zadnych zajec, bo szlag by mnie chyba trafil, gdybym musiala tak popylac przez sniegi gdziekolwiek. A tak milo sympatycznie siedzimy z Siczkiem w domu, a wiczorem bedziemy oglądac ” Chłopaków na ibizie” :) Biedny R. nie wie jeszcze na co się zgodził.

To byłoby własciwie na tyle. Aaaa nie niedlugo okres mi sie skonczy i znow bedzie mozna szalec a szalec…:)

Zostaw komentarz więcej...

politycznie zdruzgotana :)

przez , 18.mar.2007, w Bez kategorii

To wszystko, co się dzieje a naszym kraju, skutecznie zniechęca mnie do interesowania się polityką. Oczywiście najbardziej stratną w tym przypadku jestem ja… bo raczej politycy z tego powodu nie cierpią :) Niby tam z przyzwyczajenia kupuję gazety, ale zwykle omijam część dotyczącą naszego kraju i przerzucam się na zagadnienia z zakresu wydarzeń na całym świecie i kultury. Zdaję sobie sprawę z tego, że to niedobrze, ale jakoś nie mogę się przełamać. Trudno, może kiedyś zmienią się rządzący, a ja wrócę do dawnych zainteresowań.

Weekend upłynął spokojnie. Nie lubię spać sama. We Wrocławiu tak się nie zdarza. Nadzwyczajnie wysypiam się z R., co jest naprawdę dziwne biorąc pod uwagę fakt, że właściwie całe noce leżymy praktycznie NA SOBIE. Jakoś tak nasze ciała się dobrze do siebie układają.

Dość romantyzmu moi drodzy, czas na fakty…Za miesiąc moje urodziny, byłoby super gdyby nic nie zepsuło mojego nastroju w tym dniu, nawet ja sama, bo ostatnio przejawiam takie skłonności. Na przykład w Dzień Kobiet skutecznie uniemożliwiłam R. zrobienia mi jakiejś miłej niespodzianki.

Jeszcze odnośnie przesilenia wiosennego. WSzyscy jacyś śnięci, konfliktowi, a ja zamieniam się po mału w chodzącą bombę atomową, tylko staram się chamować.

Zostaw komentarz więcej...

spowiedź święta

przez , 16.mar.2007, w Bez kategorii

Jako że piątek należałoby opisać miniony tydzień. Jestem u R., ale on ogląda jakieś niezwykle krwawe sporty, a ja nie mam ochoty oglądać mięcha na ringu :) tydzień upłynął mi pod znakiem pięknej pogody i bardzo długich spacerów. Chętka na szwendanie udzieliła się również R., który po mału się rozkręca i liczę na to,że niedługo w ogóle zapomni, że ma we Wrocławiu samochód :) Poniedziałek może nie był powalający, ale za to odbiliśmy sobie go we wtorek. Wreszcie dotarliśmy na „Testosteron”, chociaż był moment grozy, kiedy na przystanku okazało się, że organizator zapomniał biletów :) Wcześniej przed kinem troszkę się zaprawiliśmy, więć humor podczas seansu był dobry. Film fajny, pewnie niektóre zwroty przejdą do historii kina. Pod przykrywką prostackiego dowcipu można tam znaleźć sporo prawdy nistety :) Chociaż jestem ciekawa sztuki i trochę żałuję,że nie mogę jej z ekranizacją porównać. Po kinie wszyscy poszliśmy się doprawiać, po jakimś czasie wszyscy też zaczęli się bawić. Wszyscy oprócz mnie, gdyż byłam mało wstawiona i tkwiłam przy stoliku niczym znudzony don Vito Corleone. Nawet R. prosił mnie dwa razy do tańca, niestety zmuszona byłam mu odmówić, w związku z czym pomknął sam :) A potem wracaliśmy piechotą po nocy i w trakcie tej podróży wiele razy przystawaliśmy, bo Rafał miał potrzebę miłosnych wynurzeń przy świetle księżyca, co było naprawdę bardzo miłe.

Wczoraj Toniś obchodził drugie urodziny, wiec przez dom przewineła się tona dzieciaków.

Czy coś jeszcze… acha Antek woła do Gucia- Aniu, ale w sumie jesteśmy szcześliwe,że w ogóle jakoś woła i staramy się podscycać te skłonności. Biedny pies jeszcze zatraci swoją tożsamość seksualną.

A ja w dalszym ciągu czekam aż mój cykl jednak zatoczy to koło, bo coś się opiera!

Zostaw komentarz więcej...

ale ile korzyści z Twojego ciała…

przez , 09.mar.2007, w Bez kategorii

…no i właśnie. Bardzo miło sympatycznie. Mój cykl zatacza koło, więc nieuchronnie zbliżają się „trudne” dni. R. się śmieje, że mam wzmożoną chcicę, co wyraża się w sposobie, w jakim go całuje…:) W dzień kobiet zostałam obsypana kwieciem nietylko przez R., ale także przez jego współlokatorów, co było bardzo wzruszające :)

Jutro czeka mnie wizyta u fryzjera. Chaaaa… to z całą pewnością sprawi, że mój nastrój będzie dobry.

Generalnie tydzień upłynął nam bardzo przyjemnie. Jednego dnia poszliśmy na spacer. R. przeszedł niezwykle daleki dystans czyli od Poltegoru do Rynku i z powrotem, w pewnym momencie wydawał się być bardzo nieszczęśliwy i starał się mnie namówić na powrót tramwajem, ale nic z tego. Jedliśmy lody, potem biliśmy się lodami, ja parodiowałam jego małpi chód, a na koniec walneliśmy się na solarium i usmażyliśmy sobie tyłki :) Potem było wyjście do kina na Testosteron, które się nie odbyło z przyczyn technicznych (zostało przenisione na przszły tydzien) i zamieniło się w imprezkę. Następnego dnia po południu ja, R. i Twardy- współlokator wybraliśmy się na wzgórze Andersa z browarkami i kocykiem. Siedzieliśmy sobie, chłonęliśmy ciepełko i naturę. Jak widac bardzo aktywnie i twórczo przyszło nam spędzac czas, jak zwykle z resztą.

Antoś jest teraz taki kochany…

Aaaa właśnie wizyta u Babci nr2 przebiegła pozytywnie, wychlałam lampkę szampana i od razu zrobiło mi się swojsko. Nawet nasze zdjęcie zostało już ustawione na półce :) Tym razem było bez stresu.

A R. tata składając mi wczoraj życzenia stwierdził, że ja nie jestem kobietą (?) tylko siusiumajtkiem, bo kobiety są stare i brzydkie, a ja jestem wspaniała. I powiem Wam, że określenie siusiumajtek było hitem życzeniowym wczorajszego dnia. No i tyle.

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...