drop blog

Archiwum dla: Luty, 2010

.

przez , 27.lut.2010, w Bez kategorii

„Wieczory bez Ciebie są do dupy. Jesteś wieśniakiem i głupią pipą”. R. na początku

Po ponad trzech latach związku, półrocznym małżeństwie i dorobieniu się jednego dziecka stwerdzam, że wieczory bez Niego w dalszym ciągu są bardzo do dupy. Pipą może nie jest, ale wieśniakiem mu się zdarza i kocham go jak wariatka :)

1 komentarz więcej...

Młody Bóg

przez , 27.lut.2010, w Bez kategorii

Wypadałoby napisać coś o własnym dziecku. Jedno jest pewne, Aleksander jest najwspanialszą przygodą mojego życia. Patrzę na niego dzień w dzień i z każdą chwilą wydaje mi się coraz piękniejszy, coraz mądrzejszy i w ogóle naj…Kiedy był w moim brzuchu, wiedziałam, że oszaleję na jego punkcie, ale tego uczucia nie da się porównać z żadnym innym. Kiedy wstaje rano i wyciąga do mnie te małe łapki…Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, pomijając moment totalnego szoku, właściwie od samego początku cieszyłam się. Generalnie tamten okres wspominam jako coś cudownego, nosiłam dziecko mężczyzny, którego kochałam, do którego uczuć byłam pewna i który dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Jest coś takiego w R., że kobieta po prostu czuje w nim oparcie, wiedziałam, że choćby się waliło on się mną zaopiekuje i zrobi wszystko, żeby było mi dobrze. Potem Młody przyszedł na świat i wszystko wywróciło się do góry nogami. Nie było uczuciowego i filmowego bum, przynieśli mi go o 6.00 rano, rzucili i zajmuj się nim. Tylko co z nim robić, skoro śpi 24h..w drugą noc coś się zmieniło. Mały nie pozwalał się odłożyć do swojego pseudo szpitalnego łóżeczka, przez co nie mogłam spac całą noc. I leżeliśmy tak przytuleni, on z nosem w mojej piersi, a ja nieco w rozpaczy, że tak będzie wyglądała większość najbliższych nocy. I wtedy poczułam się jak mama. Kolejne dni nie należały do najłatwiejszych, cały czas byłam spięta. Dni  mijały spokojnie, pokonywalismy kolki, wysypki, napady apetytu, ale w nocy miałam ochotę przegryźć tętniczkę mojemu wówczas jeszcze konkubentowi. Dopiero kiedy po dwóch  miesiącach wróciliśmy do Wrocławia i zaczęliśmy tak na serio budować wspólną codzienność we troje,wszystko samo się ułożyło i nawet nie zauważyłam, jak to się stało. A teraz…teraz jest cudownie. Nie bez normalnych tąpnięć, ale cudownie. Hmm…a nasz Kwiatek tańczy, rysuje, śpiewa…i po mału zamienia się w przedszkolaka. No i ten zalew nowych słów: pipi ” skarpetki” ( mama pipi nie- mamo zdejmij skarpetki), biabia papa ( biała pralka) i dziesiątki tym podobnych. Dzisiaj nawet nauczył się mówić jak się nazywa. Nasze nazwisko w jego usteczkach brzmi trochę dziwnie, ale strasznie to śmieszne. Normalnie 3/4 życiowego sukcesu już mam :)

Zostaw komentarz więcej...

jupi

przez , 24.lut.2010, w Bez kategorii

Wczoraj zostałam uwolniona od gipsu! To wielka chwila. Tym razem wrzucili moją nogę w wielką czarną ortezę. Noga miesiąc po operacji wygląda naprawdę przystojnie. Blizny są w sumie małe i zgrabne, opuchlizna jeszcze się delikatnie utrzymuje, ale jest o niebo lepiej. Dobrze jest móc  sobie na nią popatrzeć na żywo,  a w ogole luksusem jest możliwość podrapania się :)Czuje sie wiec szcześliwa. Wg zapowiedzi za okolo 6 tyg bede juz jeździła autem. Oczywiście mam na siebie baaardzo uważać bo gips to jednak ochrona i raczej nic się nie może stać. Wiem, że to śmieszne, ale ostatnio kwestie mojej nogi są niemal na drugim miejscu zaraz po dziecku w mojej codziennej hierarchii. No może jeszcze Siczek jak jest grzeczny. Już nie mogę się doczekać, kiedy pójdę z Aleksym na spacer, bo póki co to go jeszcze nie dogonię.
A no i najwazniejsze, moi lekarze powiedzieli, że kwestia nogi zostala ostatecznie rozwiązana i ta wstretna rzepka bedzie siedziec na swym miejscu chocby nie wiem co !!! I tak powinno być.

Zostaw komentarz więcej...

gipsiary cd

przez , 20.lut.2010, w Bez kategorii

Zostały mi już tylko 2 egzaminy, więc z czystym sumieniem mogę sobie w weekend odpocząc od nauki. Zawsze mam jakieś przeboje z sesją, ale w tym roku to naprawdę. Jeśli zrobię magistra to sobie wystawię pomnik ze szczęścia. Ostatnio w kólko słyszę, że nie skończę studiów i zastanawiam się, jaki to ma wpływ na moją samoocenę. Generalnie takie negowanie wszystkiego poczynając od szkoły, zahaczając o macierzyństwo, na niepełnosprawności z powodu nogi kończąc nie jest specjalnie motywujące. A cel? Co ma mi to pokazać, że sama jetem bardzo do dupy? że nie poradziłabym sobie? Czuję się rozdarta, bo z jednej strony znam swoją wartość, znam możliwośći  i zdaję sobie sprawę z różnych ograniczeń i przeciwności, ale ziarno niepewności zostało już zasiane i chyba zawsze będzie sobie gdzies tam we mnie kiełkować.

W poniedziałek zamierzam napastować lekarza, żeby zdjął mi gips, mimo że brakuje jeszcze 2 tygodni do pełnych 6. Przeraza mnie to, co pod nim zastanę. Im dłużej gips, tym dłuższy powrót do normalności a w moim przypadku im szybciej się usamodzielnie, tym dla mnie lepiej. Ciągłe siedzenie w domu i niemożność samodzielnego opuszczenia go jest przytłaczająca, a fakt, że wiecznie musisz liczyć na kogoś wprawia w zakłopotanie i bardzo denerwuje. Gnicie na kanapie wypada żałośnie. Z jednej strony źle, bo ciągle gnijesz na kanapie, z drugiej źle, bo chodzisz i nadwyrężasz. Jak tylko zacznę porządnie zginać nogę to siup do auta i w długą. Czułam, że to wszystko nie będzie łatwe, ale nie spodziewałam się, że będę taka bezsilna wobec wielu spraw. To obrzydliwe.

Zostaw komentarz więcej...

nfz

przez , 08.lut.2010, w Bez kategorii

Dziś z małżonkiem byliśmy w szpitalnej przychodni w celu zdjęcia szwów z mojej nogi. Noga po mału zaczyna nogę nawet przypominać, co jest niezwykle pocieszające. W dalszym ciągu jest pomarańczowa od środków dezynfekujących ciało, blizny są dwie i niezbyt urocze, ale to jednak jest noga i nie da się temu zaprzeczyć. Stary gips został zmieniony na nowy, syntetyczny, więc jest mi lżej. A za 2 tygodnie orteza (!) od kostki do biodra. Niestety pan doktor nie zgodził się na wcześniejsze założenie ortezy, i tu uwaga, ze względu na mój charakter i roztrzepanie. Po prostu doktor podejrzewa, że nie byłabym wystarczająco ostrożna i mogłabym ortezę sciągać do kąpieli i ogolnie w moim przypadku ryzyko jest zbyt duze. hmmm…poczekam więc jeszcze te 2 tygodnie sztywna.

A nie pisałam, że podczas pobytu w szpitalu dowiedziałam się o kolejnej mojej wadzie wrodzonej…cierpię na brak kolagenu i w związku z tym jestem bardziej narażona na różne urazy. Mam o siebie dbać i nosić wszelkie możliwe stabilizatory podczas aktywności ruchowej. może na wszelki wypadek przyrosnę do kanapy, żeby sobie niczego nie uszkodzić :)

Przy okazji tych wizyt mieliśmy z R. styczność z elementem, jakim są w przychodniach babcie. Jedna napadała na lekarza i wyzywała go od najgorszych. A druga wpierdzielała się w kolejkę, a na zwróconą uwagę, odpowiedziała agresją i wrzaskami, po czym stwierdziła, że ” zaraz wyjdzie z siebie”, na co mój R. na cały głos powiedział ” Zobacz Ola, jak się pani zachowuje” i pani wyszła z siebie, czyli ośmieszona wyszła.

A no i po ortopedii rozeszły się wieści i teraz jestem tą panią, której się kolano zepsuło na własnym weselu. Tak ostatnio rozmawialiśmy i wyszło na to, że naprawdę wszystkie znaki wskazywały mi, że nie powinnam wychodzić za mąż. Najpierw złamana ręka, potem uszkodzona suknia…a na koniec noga :)

Nasze plany wakacyjne już się własciwie skrystalizowały, Hiszpania nas powita. Mam więc nową motywację do szybkiego powrotu do normalności.

A no i muszę zaznaczyć, że mąż mnie rozpieszcza pod paroma względami i czuje się strasznie zepsuta materialnie (z innej perspektywy rozpuścił mnie już dawno, ale nie mam mu tego za złe). Syna też psuje… jak tak dalej pójdzie rozhasamy się tak bardzo, że od nas ucieknie :)

Zostaw komentarz więcej...

kanapowiec

przez , 01.lut.2010, w Bez kategorii

Od środy jestem już w domu i okupuje wszystkie miejsca siedzące i leżące w domu. Pobyt w szpitalu upłynał nadspodziewanie szybko. Nawet nie było tak źle, szczególnie że to nowy szpital więc warunki były bardzo dobre. Operacje przeprowadzono zgodnie z terminem. Trochę pobolało, ale po porodzie mam już wyższy próg bólu :) więc nie brałam tylu przciwbólowych, tylko sobie spokojnie na trzeźwo cierpiałam. Generalnie zrobili mi to co poprzednio plus pogrzebali w moich kościach i wstawili dwie śrubki. Kiedy zaraz po zabiegu zobaczyłam swoje zdjęcie rentgenowskie to zaczęłam się śmiać i nie chciałam uwierzyć, że jest moje i naprawdę mam te śrubki. W ogóle niemal cały zabieg byłam przytomna i słyszałam te śmieszne odgłody pił, młotków itp. Poza tym towarzyszyło mi przeczucie, że operują złą nogę i zmuszałam panią anestezjolog żeby sprawdzała, czy wszystko robią dobrze. Mój lekarz twierdzi, że tym razem sprawa mojej nogi zostanie rozwiązana raz a dobrze. No i generalnie mam nie szaleć. Za jakiś czas wyjmą mi śrubki i będę miała luzz. poki co nogę mam w gipsie od kostki po biodro, w przyszłym tygodniu wyjmą mi szwy, a R. zamienił się w pielęgniarkę i robi mi zastrzyki w brzuszek.

Przez cay pobyt w szpitalu trapiłam się, że moje dziecko za mną nie tęskni. Nawet nie chciał rozmawiać ze mną przez telefon i wiecznie był bardzo zajęty. Za to po powrocie do domu prawda wyszła na jaw. Dzieci chyba tłumią w sobie emocje. Przez kilka dni Młody ze mnie nie schodził, musiał ze mną zasypiać, a do tej pory jak tylko udam się do toalety w sekundę jest  pod drzwiami i mnie nawołuje. Czyli jednak kocha….:)

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...