drop blog

Archiwum dla: Marzec, 2012

garden party

przez , 29.mar.2012, w Bez kategorii

Wiosna nadchodzi, a moze raczej nadeszła, więc zmieniły się i nasze domowe zwyczaje. Dziecko, po powrocie od razu wskakuje na rower i ujeżdża podwórko przy akompaniamencie obszczekującego go niemiłosiernie psa. Męża spotkać można jedynie na tarasie, z wyciągniętymi nogami i rękami założonymi za głowę, czyli w pozie błogiej. Mnie za to w dalszym ciągu w kuchni przy garach, ewentualnie na zmywaku :)

Wczoraj za to się wzięłam i wysiałam sobie bazylię. Teraz czeka reszta ziół.

Znów mieliśmy bardzo imprezowy okres, w niedziele oboje zgodnie stwierdziliśmy, że na razie robimy przerwe, bo musimy doprowadzic ogród do porządku. Przerwa jednak nie za długa, bo wkrótce…moje urodziny…

Zostaw komentarz więcej...

dylematy wychowawcze, włosy i przedwiosenne znużenie

przez , 23.mar.2012, w Bez kategorii

No niestety moje dziecko okazało się zajadłym przeciwnikiem. Szczerze powiedziawszy zwyczajnie doprowadził mnie do furii. W tym tygodniu zaplanowałam kolejne podejście do fryzjera, jako że poprzednio mi się nie udało. Zadbałam o odpowiednią propagandę, zatargałam Antosia jako przykład modelowego zachowania na fotelu fryzjerskim, roztoczyłam szalone wizje zakupów po oraz różnego rodzaju groźby, jeśli nie. Poszliśmy, pierwszy Antek z szaloną fryzurą. Mlody cały zadowolony i kiedy nadeszła jego kolej „ja nie chce”. Hm… na początku ja spokojnie, on od razu wrzask. Pechowo w salonie byli ludzie, choc dla mojego dziecka to wlasciwie na szczescie. Rozwiazanie silowe na nic sie zdalo, bo skakal jak oszalaly i fryzjerka mogła mu wbic nożyczki w ciało. Po chwili zaniechałam prób, z parą dymiącą uszami zabrałam ta mala kanalie na dwór, żeby ochlonac, bo doprowadzil mnie do stanu, w jakim  chyba nigdy nie była. Zebralam sie w sobie, nie krzyczalam na niego, obraziłam się tylko i dalam kare. Wiecej juz z nim nie pojde. Dzis ostatnia probe podejmuje Rafał, który zabiera go do Pana Grzesia, nie chce myslec jaki bedzie efekt, jezeli w ogole sie uda. Jeśli sie nie uda, trudno, aleksander bedzie zapuszczał włosy, a wchodzaca do oczu grzywe bede mu spinala spinką i tyle w tym temacie.

Ostatnio coraz dobitniej przekonuje sie o tym, ze mam rozpuszczone dziecko, ze sama sie do tego przyczyniam  i sama musze podjac kroki do ujarzmienia go.To jest chore, ze musze z wlasnym 3,5 letnim synem prowadzic negocjacje w sprawach, ktore tak naprawde nie powinny podlegac jakiejkolwiek dyskusji.

Przedwiosnie mnie dobija. zasypiam w trzy sekundy i to przed 22.00, ba nawet przed 21.00 dalabym rade, tylko sie powstrzymuje. Nawet w srode na chirurgach zasnęłam, nie dotrwawszy do konca. Chawała temu, kto wymyslil dekoder z opcją nagrywania, to naprawde wielki luksus dla takich jak ja.

Zostaw komentarz więcej...

dolina

przez , 13.mar.2012, w Bez kategorii

Sidzimy sobie z Młodym w domu. Tak, po czterech dniach w przedszkolu…bez komentarza.

No i siedzimy, dochodze do wniosku ze lubie chodzic do pracy. Mialam taki ambitny plan ze przez ten caly tydzien bede sprzatac i robic wiosenne porzadki. Tak…wczoraj o 10.00 3/4 domu było juz posprzatane. co tu robic. masakra.

Z nudów chyba przydybałam szajkę włamywaczy, którzy zaczajali sie na nasz dom i nie przewidzieli chyba, ze ktos o tej porze moze byc w domu. nie wiem, jak to sie stalo, ze wykazalam sie przytomnoscia umyslu, bo zwykle wszyscy maja do mnie pretensje, ze trace glowe w waznych momentach.

Jedziemy z Młodym do Wrocławia, do alergologa. Mamy wyniki wszystkich badań. Na mój rzut oka jest dobrze. Jeżeli chodzi o panel alergologiczny, to nic tam wielkiego nie wykazało.

Mamy nowy ekspres, ktory umie zrobic piekne trójkolorowe latte.

A poza tym jest mi smutno. Ten smutek jest taki otulający, taki że ciagle mi wisi łza na rzęsie i nawet spływa czasem w dziwnym momencie. Pewnie ma to zwiazek z tabletkami, ale jakoś nie mogę tego smutku z siebie strząsnąć. Jakbym się zawiesiła w tym stanie. Stanowczo lepiej byłoby mi w pracy.

Zostaw komentarz więcej...

Aleksik

przez , 07.mar.2012, w Bez kategorii

Młody przed snem:

Ja: Dobranoc kochanie,śpij słodko.
Aleksy (zarzucając mi łapki na szyję):Kocham Cię.
Ja: Ja też Cię kocham.
Aleksy: Ale ja Cię kocham bardziej. Najbardziej.

pół godziny później,przekonana że śpi wychodzę z łazienki

Aleksy: Mamo, kochasz mnie?
Ja: no pewnie, że tak.
Aleksy: to chodź, daj jeszcze buziaka misiowi w paseczki i idziemy spać.

Rano zaczynam makijaż. Drzwi łazienki się otwierają i tup tup tup wchodzi Mały
Ja: o cześć malutki, widzę, że nawet pamiętałeś o kapciuszkach. Jak się spało?
Aleksy: Miałem sen. Śnił mi się mój ukochany Antoś i to był bardzo piękny sen. A tobie, co się śniło?

A mi nic. Pół nocy nasłuchiwałam, czy ten zaburzony pies szczeka, a drugie pół mrugał telewizor.

Mały jest przesłodki, ale czasem, jak na przykład wczoraj wieczorem daje popalić. Generalnie ma problem ze słuchaniem, wczoraj pół godziny przekonywałam go do odprawienia wieczornych rytuałow związanych ze snem. Wrzeszczał, płakał, rzucał misiem w paseczki, a potem nagle odpuścił i dał się wypieścić.

Zostaw komentarz więcej...

pon

przez , 05.mar.2012, w Bez kategorii

Po krwistym dramacie i zaginionych próbkach, poszłam Aleksego odebrać i rzuciłam mu prawdą między oczy, powiedziałam, jak sprawy stoją, że próbki jego krewki się stłukły i że istnieje potrzeba powtórnego pobierania. Oluś oczywiście w płacz i lament, że nie i nie. Roztoczyłam więc przed nim radosne wizje o tym, jak jedziemy do wrocławia, gdzie juz zupelnie inna pani bedzie pobierala, gdzie jest fajnie, a potem wielkie lody i w ogole, w ogole. O dziwo się zgodził i wszystko poszło zgodnie z planem.

Dziś pierwszy raz po długiej przerwie trafił do przedszkola i nie był zadowolony. Płakał, kopał, tarzał się po podłodze, nie pozwalał rozbierać. Serce mi się krajało. A potem takie zapłakany tęsknie patrzył przez okno…Przytupuję z nogi na nogi i spoglądam w pracy na zegarek, żeby móc go wreszcie odebrać.

Zostaw komentarz więcej...

dzień- koszmar

przez , 01.mar.2012, w Bez kategorii

Tak,  tak mimo że jest dopiero przed 9:00 ten dzień zwyczajnie mnie dobił.
Zaczęło się niewinnie. Aleksander wstał ze wspaniałym nastrojem, ja z resztą również, więc doprawdy nie przeczuwałam zbliżającej się katastrofy…
Zarejestrowałam tylko, że piec nam znów szwankuje, bo R. od rana w komórce siedział i sprawdzał kaloryfery, ale w domu ciepło, więc no stres. Ubrałam się, doprowadziłam włosy i twarz, po czym zeszliśm na dół, gdzie okazało się, że kawy nie będzie?!?!?!?! Aaaaaaa, nasz wspanialy, chwalony każdemu ekspres się zepsuł. Każdy, kto lubi kawę i ma fajny ekspers, doskonale potrafi się wczuć w moją podłą sytuację. Na dodatek zaczęła z niego tryskać woda, więc wszystko płynęło, no katastrofa. Jakoś odżałowałam brak porannej kawy, w myślach marząć już o tej w pracy (mimo że rozpuszczalnej, ale już nie miało to większego znaczenia). Zajęłam się śniadaniem itp, a tu nagle słyszę „Mamo, WYLAŁEM” No i oczywiście co? Oczywiście moje dziecko zamiast jeść bawiło się i rozlało mleko z płatkami. Wykonałam okrzyk zjebki w pięknym stylu, Młody w bek a ja do sprzątania. Potem się przeprosiliśmy, on za nieusłuchanie, ja za wrzask, po czym się pozbieraliśmy i zawiozłam Małego do Bożenki. Sama zaś udałam się do sklepu w celu zakupienia wody i herbaty. No i skoro już byłam w okolicy, to pomyślałam, że odbiorę wyniki Aleksandra. Wchodzę do laboratorium, a tam panie wielkie oczy i komentują: „Ojej, to TA pani”Hm… to już samo nie wróżyło dobrze.Co się więc okazało: pobrana w wielkich cierpieniach mego dziecka próbka, została przewieziona do laboratorium we wrocławiu, gdzie jakaś menda ją normalnie sobie stłukła. Niby ok, niby się zdarza, wszystko rozumiem, ale dlaczego mojemu małemu, który został zmaltretowany w celu wyduszenia z niego tych paru kropel krwi, a nie jakiemus staremu dziadowi, któemu jest wszystko jedno. Poprostu stamtąd wyszłam, wsiadłam do samochodu i się poryczałam jak bóbr z bezsilności. I co ja jemu teraz powiem? Durna, obiecałam  mu, że już nie będzie kłucia, a teraz mam przyjść i powiedzieć : Hej malutki, jeszcze raz. No i tak sobie ryczałam całą drogę do pracy, ryczałam do słuchawki męzowi i teściowej. A potem po konsultacjach wróciłam do laboratorium, zabrałam kasę i trudno. Trzeba będzie pojechać do Wrocławia, do naszego laboratorium pobrać tą krew, bo tam babki mają jakieś lepsze podejście do dzieci, trzeba go będzie solidnie przekupić, żeby jakoś to przełknął.

No i co, czy nie mam racji, że jak się dzień zacznie za przeproszeniem z dupy, to nie ma zlituj się. Z drżeniem myślę o tym, co przyniosą mi kolejne godziny.

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...