drop blog

Archiwum dla: Kwiecień, 2012

wielka majówka

przez , 27.kwi.2012, w Bez kategorii

Dziś opuszczam moją małą mieścinę i udaję się do Wrocławia zapewne wraz z dużą ilością potencjalnych majówkowiczów. To ostatnia szansa, żeby zwrócić buty. Po licznych poszukiwaniach znalazłam i za radą męża wreszcie kupiłam. Niestety delikatnie i mięciutko wyglądające baletki są tak koszmarnie niewygodne, że mając je na nogach czuję się jak w stalowych butach. Koszmar jakiś.

Co do męża, jutro wraca. Nie wiem, czy to tylko ja tak mam, ale strasznie szybko się odzwyczajam. Nie było go ledwo tydzień, tęsknię oczywiście itp. ale jakoś tak dziwnie że wraca, że będzie siedział w salonie i karmił psa. Najbardziej cieszę się jednak z tego, że nie będę sama w łóżku. Po pierwsze oczywiście jestem wyposzczona :), a po drugie kompletnie się nie wysypiam, bo ze strachu nie wyłączam tv, w związku z czym cały czas mi mruga i zdarza się np tak, że zasypiam o 23.00, budzę się o 2.00 w nocy i zaczynam sobie coś oglądać do 4.00, po czym znów zasypiam, wszystko to jest dodatkowo przeplatane wędrówkami z Olkiem do kibelka, atakami przeprowadzanymi przez kota na moje wystające spod kołdry  odnóża itp. W ogóle mój kot naprawdę jest szalony. Wraz z zapadnięciem zmroku Pompon zaczyna polować na moje nogi, wygląda to tak, że cały czas muszę biegać, z rozbiegu wskakiwać do łóżka tak, żeby Pompon nie dorwał mnie swymi pazurami. W nocy jest obowiązkowo kupa i głośne szuranie w kuwecie, a nad ranem dzikie wrzaski i miauki. Czasem jeszcze przyjdzie i rzuci mi się całym ciężarem na kolana w związku z czym muszę spać w rozkroku z kotem między nogam :)

Wczoraj zasadziliśmy z Aleksym hortensje przed domem. Wieczorem przyjechał mój teść  z szalonym specyfikiem, podarowanym przez leśniczego, który sprawia że zwierzyna nie niszczy i nie obsikuje posadzonych drzewek. No więc skropiliśmy tym wszystkie drzewka i kwiatki, żeby Bill się zbytnio nie panoszył. Smierdziało to przeokrutnie, w dodatku tego zapaszku z rąk nie mogę zmyć do dzisiaj. Rano wstaje patrzę przez okno, a tam hortensjom ostały się jeno gołe łodygi, bo mój piesek je zgilotynował. Wnioskuje więc, że specyfik nie działa, chociaż teść jest przekonany, że daliśmy go za mało i musimy powtórzyć ceremonię. Sąsiedzi więc strzeżcie się, bo to dopiero będzie smród :)

Zostaw komentarz więcej...

20 kwietnia 1986 r.

przez , 20.kwi.2012, w Bez kategorii

Dzień 26tych urodzin rozpoczął się dla mnie o 5.20, kiedy to mój syn rozpaczliwie mnie przywołał a niedługo po tym zjawił się u nas w sypialni targając kołdrę, poduszkę i znanego wszystkim misia w paseczki. Zapowiadało się sympatycznie a skończyło katastrofą czyli awanturą zorganizowaną przez mego pierworodnego. Jego nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie i ciężko nad nimi zapanować, co jest szczegónie wkurzające rano, kiedy się wszyscy spieszymy. Z okazji urodzin wskoczyłam w koturny, do których coraz bardziej się przekonuję i zastanawiam się nawet czy nie sprawic sobie kolejnej pary. Potem już codzienność w pracy, wiadomo.

Bilans 26 tego roku życia przedstawia się interesująco. Dokładnie rok temu spędziłam pierwszą noc na Cisowej. Pamiętam, że najprzyjemniejsze było uczucie, że wreszcie jestem też u siebie a nie u kogoś.

Co roku to mówię, ale naprawdę co roku mnie to uderza. Jestem stara i już nawet chyba ja sama nie umiem przyeżywać własnych urodzin. Nikt mi nie robi niespodzianek, sama sobie wybieram prezent, przy czym  najczęściej są to rzeczy, które muszę kupić i pewnie sama prędzej czy później musiałabym na nie wydać. W sumie najlepszym prezentem dla mnie byłoby cofnięcie się do 20 kwietnia 2007 r. Tamten czas był fajny, intensywny, beztroski i jedynym problemem było zwalczenie kaca rano. Taki powrót na jeden dzień w zupełności by mnie zaspokoił.

Wracająć jednak do bilansu…mam jednego męża, wciąż też jedno dziecko, co do drugiego perspektywę i opór, mam jednego kota pupila i jednego psa drania-niszczyciela. Nie jestem bezrobotna, mam plany odnośnie dalszej edukacji, mam auto i nie mam roweru, który bardzo by mi się przydał, mam domek z czerwonym dachem w stylu sielskiej wsi, od paru dni mam tez prawie skończoną elewację, w chwili obecnej mam również globulis i ucisk w klatce, co wciąż przydarza mi się co jakiś czas, mimo że teoretycznie nie mam stresów.
Dobrze mam po prostu i naprawdę to doceniam, choć oczywiście trochę bym pozmieniała, pod niektórymi względami pewnie inaczej pokierowała swoim życiem, ale jest jak jest. Wraz z kolejnymi urodzinami wyzbywam się takiego dziecięcego niezrozumienia, dlaczego coś nie poszło zgodnie z planem i  coraz częściej zdarza mi myśleć sobie, hmm… jest jak jest i nie ma co skakać, bo pewne sprawy są niezmienne i już.

W dniu swoich urodzin życzę więc sobie, aby zmieniło się to, co już wzięłam za niereformowalne.

Zostaw komentarz więcej...

fryzjerska masakra

przez , 17.kwi.2012, w Bez kategorii

Już nie pamiętam, czy pisałam o niechęci mego syna do fryzjerów. Było kilka prób prośby groźby itp nic nie dało, a w międzyczasie zmieniła mi się koncepcja i stwierdziłam, że ma takie ładne włosy, że mu zapuszczę. a uwaga Aleksander ma włosy piękne. No i biegał sobie z takim ślicznym grzybem, prostą grzyweczką do brwi. Wczoraj w pracy dostaje telefon od pani niani. Serce mi zamarło, ale szybko mnie zapewniła, że wszystko w porządku, tylko dzwoni, zeby powiedzieć, że wzięła aleksego do fryzjera, bo juz dawno byla umowiona i jakoś tak wyszło, że on się zgodził, żeby mu włoski obciąć. pani niania chodzi do tej samej fryzjerki, co ja, wiec stwierdziłam, że super, że fajnie ze wreszcie dał się przekonać, żeby mu tą grzwykę skrócić. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przy odbiorze Młodego okazało się, że ma włosy obcięte na krótko !!! Iskry poleciały mi z oczu, młody strzelił karpia, wobec czego musiałam go utwierdzać w błędnym przekonaniu, że przecież wygląda ślicznie, po czym głabnęłam go pod pachę i ze łzami w oczach pobiegłam do samochodu. Wściekłość mną telepała. Wyglądał jak z oświęcimia. Dziś jest już trochę lepiej, bo wczoraj umyłam mu te kikuty i wysuszyłam i okazało się, że pani fryzjerka miała jakąś koncepcję i faktycznie mały ma ogromnego irokeza na głowie, tylko wczoraj nie było tego widać. On sam jest załamany i ilekroć się zbliży do lustra zaczyna się szarpać za tego irokeza i płakać, że chce swoje włosy. Teraz to już dziecko całkiem traumy fryzjerskiej dostanie …

Zostaw komentarz więcej...

dwa lata

przez , 10.kwi.2012, w Bez kategorii

 Okropna jest ta rocznica. Dwa lata temu, w sobotni poranek, Pan Mąż siedział w komorze bezechowej, a ja zapakowałam małego Olka i pojechałam do Wołowa. Siedziałysmy z mamą przy kawie, kiedy zadzwonil znajomy z newsem, co Magdalena skomentowała: „Przestań, tak nie wolno żartować”. włączyłyśmy tvn24 i reszta dnia upłynęła nam na gapieniu się w ekran i kręceniu głowami z niedowierzaniem:zobacz i jeszcze ten, i jeszcze tamten. Ładnych pare dni siedziałam pod kocem na kanapie i oglądałam w kółko te same sceny i wywiady, ryczałam jak bóbr na tych składankach wspomnieniowych. a potem zaczęło się polityczne piekiełko, Wawel itp. Bardzo szybko, nawet z tych najbardziej dotkniętych katastrofą, wyszło co miało wyjść.

Zostaw komentarz więcej...

(współż)życie z naukowcem

przez , 02.kwi.2012, w Bez kategorii

Mąż pracuje. Mąż okupuje salon wraz z jego wielkim stołem i wszędzie rozsiewa kartki zapełnione cyferkami, niewiadomego mi pochodzenia symbolami i wzorami. Mąż aktualnie żyje w swoim świecie, jest odcięty od wszystkiego dookoła i naprawdę trzeba się namęczyć, żeby do niego dotrzeć i uzyskać odpowiedź na jakiekolwiek pytanie. Hmm… W związku z jego stanem, wczoraj skazałam siebie i dziecko na banicję i przewłóczyliśmy się cały dzień. Troche tu, troche tam, rodzinny obiad w knajpie (oczywiście rodzinny bez męża, który miał na wynos), pitu pitu i dzień zleciał. Czasem troche brak obecności męża, tzn tej duchowej, bo fizycznie jednak jest, choć czasem tak się wtapia w krajobraz salonu, że przestaję go zauważać :)

Za to wczoraj wieczorem błogosławiłam Supernianię Zawadzką, która wreszcie podsunęła mi sposób na umycie dziecku włosów, w związku z czym pierwszy raz od 3,5 roku odbyło sie to bez dramatu, histerii, rzucania się i polewania matki wodą. Szczęście doprawdy ogromne. Młody tez zadowolony i dumny.

Wczoraj wieczorem, jak już leżeliśmy w łóżku i mąż przemówił (choć to przemówienie nie trwało długo, gdyż do 22.00, czyli momentu kiedy zaczęły się Gotowe na wszystko, a mąż odpłynął w świat snu) śmialiśmy się, że właścwie to pracuje na dwoch etatach. jeden wiadomo, a drugi to wieczorne drapanie męza. przyznać muszę że drugi etat jest opłacalny, już zarobiłam dwie i pół stówy i na tym nie koniec. Stawka rośnie, więc teraz jak mąż będzie chciał drapanko, będzie sie musiał ostro targować :)

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...