drop blog

Archiwum dla: Wrzesień, 2014

k…

przez , 29.wrz.2014, w Bez kategorii

 

Upłynął tydzień, a ja w dalszym stopniu jestem średnio sprawna. Zginam kolano, ale każdego dnia ból jakby pojawiał się gdzie indziej. Nie ukrywam, że jestem już nieco znużona tym faktem, tym bardziej, że nie było mowy o jakiejś specjalnie dłuższej rekonwalescencji. Jeden plus jest taki, że w dalszym ciągu to Pan Mąż musi wieczorami biegać na górę do płaczącej Poli. Właśnie co do Poli, to zaczęła stawać od jakiś trzech dni. Nie wiem, dlaczego tak wcześnie. Z całą pewnością nikt jej do tego nie zachęcał, nikt jej nie stawiał na nogach, nie mamy żadnych chodzików, ani skoczków. Cóż, po prostu pojawiła się u niej naturalna chęć wejścia na schody i  tak to się zaczęło. Jak to pierwszy raz zobaczyłam, to aż mnie wmurowało w podłogę. Pola od początku jest bardzo mobilna, no ale bez przesady, nie ma jeszcze ośmiu miesięcy. Przy dwunastu może przebiegnie w ogóle maraton :)

 

Zostaw komentarz więcej...

a tam…

przez , 25.wrz.2014, w Bez kategorii

Wczoraj przy okazji zmiany opatrunku mogłam przekonać się, co też pan doktor mi tam nawyprawiał. Z zaciśniętą szczęką zdarłam gazę, a tam…dwa szwy :) Oczywiście dwie kolejne dziury nie dodają uroku mojej nodze. Wygląda jakby była nogą weterana wojennego, czyli sam seks, ale przywykłam już do tego, że jest brzydka.

W szpitalu przećwiczyłam książkę o perypetiach małżeńskich Hemingwaya. No generalnie kobiety padały mu do stóp i się czołgały. Sprawdziłam sobie więc, ja też się prezentował ten dziadek z białą brodą i w pasiastym swetrze w młodości. No cóż nawet jestem w stanie je zrozumieć. Ernest był nawet sympatycznym ciasteczkiem :)

 

Zostaw komentarz więcej...

:)

przez , 24.wrz.2014, w Bez kategorii

No to się przekonałam, jak to jest kiedy się grzebie w kości niemal na żywca…

Stawiłam się w słynnym szpitalu w B.D. z samego rana.Byłam naprawdę wyluzowana, nawet wyspana, bez stresu, aż się sobie dziwiłam, że podchodzę do tego  na takim luzie. Porobiono mi  badania, zawenflowano, potem musiałam się bić o kolejkę w zabiegach, żeby pójść jako pierwsza, udało się, jakieś zdjęcia śrubek porobione. Sala zawierająca 5 pań razem ze mną. Pozostałe 4 w wieku okołoemerytalnym. 3 panie rączki, jedna bioderko. Spędziłam z nimi cały dzień i zastanawiające było, że wszystkie leżały pokotem w łóżkach pod kołdrą. Nie czytały książek, nie rozwiązywały krzyżówek, nic prawie nie mówiły. Ja w międzyczasie łyknęłam jedną powieść i zabrałam się za drugą, pograłam w kulki, pogadałam przez telefon, a reszta leżała jak te mumie. Lekarz zjawił się z godzinnym opóźnieniem, dali mi piękną koszulinę z otworem na biust, oraz majtki jednorazowe :) Kazali wskoczyć na łóżko, no to usiadłam i w drogę na salę porodową. Wśród pielęgniarek wzbudziłam podziw, bo jechałam na siedząco, a nie na leżąco. Nie wie, dlaczego miałabym leżeć, ostatecznie mogłam nawet sobie na tą salę pójść piechotą, ale cóż no przepisy. Jechałam więc, one krzyczały, że wiozą siedzącą pacjentkę :)

Cóż blok operacyjny mocno przypominał salę operacyjną takiego szpitala we Wrocławiu, który już dzięki Bogu został zamknięty. Tam przeprowadzono pierwszą operację mojej nogi. Druga zaś odbyła się super nowym szpitalu, gdzie sale operac. wyglądały jak te z amerykańskich filmow i było naprawdę luksusowo.

Tu luksusów raczej nie było, leżałam sobie z rozchełstaną koszuliną, jak ukrzyżowana ( charakterystyczne ułożenie rąk), wpadł pan doktor i się zdziwił, że nie śpię. Wczesniej oczywiscie były dyskusję nad formą znieczulenia, uparcie nie chciałam zniecz. zewnątrzoponowego, bo musiałabym po nim leżeć ileś godzin plackiem, a to z kolei uniemożliwiłoby mi wyjście do domu tego samego dnia. Lekarz zdecydował się na znieczulenie miejscowe, ale zakładał chyba, że mnie jakoś uśpią. Tak się niestety nie stało. Pielęgniarki były mocno roześmiane, więc sobie z nimi pożartowałam, wciąż zupełnie nie czując stresu. Przygotowania trwały, ukłuli mnie strzykawkę w nogę, podali znieczulenie i zaczęli grzebać. Było ok, pan doktor tylko stwierdził, zę śruby siedzą dośc mocno.Potem wyszedł problem, bo nie było odpowiedniego śrubokrętu do moich śrubek. Hmmm. Rozpoczęły się poszukiwania. Kiedy zaczynałam coś czuć, dostawałam kolejny zastrzyk. Z zabawnych i jednocześnie strasznych rzeczy: instrumentariuszka trzymająca mojąnogę poprosiła inną babkę o podanie jakiegoś narzędzia i tamta kobieta nie miała rękawiczek. Kurcze, chyba powinna nie, czy się czepiam?W pewnym momencie lekarz podjął próbę wykręcenia śruby i…jezu, myslałam, że go skopię zdrową nogą, która zaznaczam nie była przywiązana…Znieczulenie obejmowało niestety jedynie skórę, jak się zabrali do kości, no cóż…uczucie w stylu okrutnych tortur, nie nie da  się tego z niczym porównać. Pan doktor słusznie stwierdził, że raczej tego nie zniosę na żywca, więc ktoś pobiegł po panią anestezjolog, która miała focha i raczej się nie spieszyła, o czym wiem od pacjentki, która miała mieć zabieg po mnie. No to sobie leżałam z rozbabraną nogą, czekałam na śrubokręt i usypiacz i po dawnym luzie nie było już śladu. Tętno mi skoczyło , skakałam też ja cała na tym stole z nerwów. W końcu anestezjolog się przytoczyła z pretensjami, że tak to jest, jak się słucha pacjenta itp itd. Pan doktor dostał niesłusznie zjebkę. Jakby nie mogła mi na początku podać usypiacza. Dostałam w żyłę i odpłynęłam.

Szczerze to mogłabym taki usypiacz dostawać codziennie na noc, szczególnie teraz jak jest Pola. To jest taki cudowny, mocny sen. No bajka. Wszystko się skończyło. Wyszłam wieczorem do domu, noga bolała, wczoraj jeszcze też, a dziś już jest w miarę. Kuśtykam sobie znów. Wczoraj to już miałam lekkiego nerwa, ze po cholerę te śruby wyciągałam, ale to było chwilowe. Nie wiem, jak to tam wygląda pod opatrunkiem, ponoc są jakieś szwy, ale pewnie malutko. Wieczorem tam zajrzę. No było wesoło. Jak zwykle nie mogło pójść gładko.

Zostaw komentarz więcej...

przez , 19.wrz.2014, w Bez kategorii

 

Staram się jeszcze tak bardzo o tym nie myśleć, ale w poniedziałek mają mi znów grzebać w nodze.  A dokładnie grzebać śrubokrętem i wyciągać śrubki. W sumie jeszcze się nie stresuje, bardziej się martwię o to, w jaki sposób mnie otumanią i żebym czuła się na tyle dobrze, żeby mnie tego samego dnia wypuścili. to są jedyne moje zgryzoty. całość ma trwać jakieś 15 minut i tego się trzymam. Jestem już przyzwyczajona, że szpitale ciągną się za mną.

Co do reszty, to jest w porządku. Chociaż na własnej skórze doświadczam , jak się człowiek czuje, kiedy dziecko zaczyna być podłe. Aleksander przechodzi jakiś bunt 6latka i jeśli on go teraz tak przechodzi, to nie chcę nawet myśleć, co będzie w wieku dojrzewania. Smutne jest to, że czasem czuję się naprawdę bezsilna wobec niego, a jakoś nie umiem zadziałać bardziej kategorycznie, no nie mogę się przełamać. Były jakieś próby klapsika kiedy miał lat 3, ale dosyć żenujące i oczywiście nie przyniosły żadnego efektu. Młody jest perfidny, wmawia mi, że na niego krzyczę, kiedy ja resztką sił staram się opanować i nie krzyczeć, w odróżnieniu z resztą od niego. Wczoraj kiedy zeszyt z zadaniem domowym latał po całej chacie, naprawdę nie wiem, że ja to zniosłam….. Jedną z przyczyn pewnie jest wiek, zmieniająca się sytuacja, szkoła itp. Ale pierwszy raz sprawił, że poczułam jakei to jest przykre, jak taki mały szczeniak odnosi się do matki bez szacunku. Z zupełnie innej perspektywy zaczyna się wtedy patrzeć na własne matki. Ja specjalnie może pyszcząca nie byłam, ale zdarzało się i teraz zaczynam rozumieć, jak to musiało wtedy moją mamę boleć. Co mnie czeka, ja nie wiem. W dodatku wiecznie to ja jestem zła i niedobra, ojca najczęściej nie ma, a najlepsi są dziadkowie, do których Aleksander po każdej kłótni i karze się wyprowadza :)

Ot rodzicielstwo…

Zostaw komentarz więcej...

:)

przez , 16.wrz.2014, w Bez kategorii

image

Poranne powitanie z kotem :)

Zostaw komentarz więcej...

:)

przez , 10.wrz.2014, w Bez kategorii

Wczoraj na konto wpłynęły pieniądze tytułem: „ZA DRAPANIE PO PLECACH”.

Należności wraz z odsetkami za zwłokę…:)

 

Zostaw komentarz więcej...

:)

przez , 09.wrz.2014, w Bez kategorii

Wróciłam do pracy, a moja córka ze zgrozy się pochorowała, więc znów usiadłam w domu do końca tygodnia. Na chorobę złożyło się wszystko: wyłażące jakby chciały a nie mogły jedynki, jakiś wirus, matka w pracy, ojciec na wyjeździe i Młoda postanowiła zastrajkować. Wydobrzała jednak szybko i teraz już jest ok. W międzyczasie z okazji choroby, żeby umilić nam życie Pola zaczęła siadać i ostro raczkować. Jest więc wszędzie i mocno czai się na wszystkie najmniejsze częsci lego, które ochoczo po domy rozsiewa jej brat.

Brat nie może oswoić się z myślą, że wakacje się skończyły i co dzień żąda jakiegoś towarzystwa. W szkole układa mu się z tego, co powiada dobrze. Ma tylko żal o świetlicę, bo żaden kolega w świetlicy nie siedzi, tylko on. Siedzi tam całe pół godziny i nie mogę mu przetłumaczyć, że niebawem będzie w tej świetlicy dłużej. Szkoda mi go strasznie i mam wyrzuty sumienia, mój bezwzględny mąż zaś tłumaczy, że to naturalne i że on siedział w świetlicy zawsze i długo i żyje. No żyje, ale może to od tej świetlicy zrobił się taki wredny.

Wczoraj normalnie wykręcił mnie na kasę. Siedzieliśmy wieczorem i chciał żebym go miziała po plecach. Udało mi się wynegocjować całkiem dobrą stawkę: dwie stówy za piętnaście minut drapania. Obiecał, że rano zostawi na kominku. I co rano zastałam na kominku? Radosną twórczość artystyczną męża. Nieudolnie podrobione 200 zł , w dodatku z jakąś krzywą mordą wyrysowaną. O nieee… Rozpoczęłam trudne dyskusje przez sms, opierające się głównie na szantażu i wygląda na to, że należności jednak wpłyną mi na konto. Dziad jeden.

Wracając do Aleksandra, to w szkole jest fajnie. Jakiś chłopiec kopnął go w głowę, jakaś dziewczynka go popchnęła, a przecież mogła powiedzieć przepraszam, a nie tak od razu popychać, Damian mu powiedział, że wygląda jak Chińczyk ( na co R. dumnie: „o mnie też tak mówili” :)). Damian w ogóle jest pożyteczny, bo ostrzegł Aleksandra, że jakiś chłopiec go podgląda podczas sikania do pisuaru ( w języku Młodego pisuar to „to coś, do czego się sika”. To już wow, bo pierwszego dnia twierdził, że do pisuaru robi się również kupę. Na szczęście wyprowadziłam go z błędu zanim skorzystał.

 

Zostaw komentarz więcej...

praca

przez , 02.wrz.2014, w Bez kategorii

Nadszedł TEN dzień. I jestem w pracy. W tej chwili się rozgrzewam, tzn podłączyłam nieużywany przez rok komputer. Natychmiast wyskoczyła mi tona aktualizacji….Ogarniam biuro, mam nowe drzwi, co się oczywiście chwali.

Pola wyczuwając mój stresik, wstała dziś o 5, czym mnie dobiła, bo szykowałam się słuchając jej niezadowolenia. Olek zaś był wyjątkowo grzeczny, sam chyba zestresowany. No nie jest łatwo. Odprowadziłam go do szkoły, cały czas powtarzał, że bardzo się cieszy, ale gdy wychodziłam z klasy, to siedział z przyklejonym uśmiechem czyt. „Jakoś tam sobie poradzę, wracaj szybko”.

Trochę nie mogę się oswoić z myślą, że ten hardkor będzie już zawsze. Małżonek pociesza mnie, że tylko 10 lat, bo wtedy znów zajdę w ciążę i będę miała dużo wolnego ?!?

W ogóle zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie zazdroszczę Mężowi pięknej pogody w Hiszpanii, ogromnych świeżych krewetek, schłodzonego szampana, plaży, szlajania się i zmiany klimatu. Nie, dziś rano wstałam na niego wk…a, bo zazdroszczę mu tylko jednego: CZTERECH PRZESPANYCH W CAŁOŚCI NOCY :)

Do tego doszło i to jest żenua.

Wybaczam mu jednak, bo przed chwilą zadzwonił i słysząc mój łamiący się głos, kazał mi zaszaleć na internetowych zakupach, bo do wszystkich życiowych zmartwień, doszło jeszcze to, że żywcem nie mam się w co ubrać. Idę. Będę dzielna. Jakoś wytrwam. Do roboty, do roboty!!!!

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...