drop blog

Archiwum dla: Styczeń, 2015

.

przez , 29.sty.2015, w Bez kategorii



 

Zdrowieje Olek, a zachorowała Pola. My też chodzimy jacys tacy niedoleciali. Czyli muszę jechać po pracy do lekarza. Ten aspekt posiadania dzieci jest najgorszy. Nie dość, że sama ze sobą wciąż jeżdżę po lekarzach, to teraz w kółko z dzieciakami.

Gehenny remontowej ciąg dalszy, małżonek zdał przed chwilą raport, że dziś był najgorszy dzień, ale już posprzątał. Niestety istnieje duże prawdopodobieństwo, że ja też będę musiała posprzątać kolejny raz po powrocie do domu.

Za to wczoraj czekała mnie miła niespodzianka. Wróciłam do chaty, a w salonie kupa paczek od kuriera. I tak po kolei rozpakowuję, same akcesoria łazienkowe i na końcu dobrałam się do największej paczki, dyskutując z mężem co tam może być, bo przecież niczego nie zamawialiśmy takiego. A tam co? Cały karton ubranek dla Poli, takich akurat na teraz łącznie z kurtkami, czapkami, kombinezonami, sukniami, spódnicami, spodniami …Okazało się, że to znajoma małżonka z pracy postanowiła nam oddać ciuszki po swojej córce, są jak nowe i są piękne!

W pracy dzisiaj masakra, po prostu masakra i dramat. Kiedyś zacznę rzucać zszywaczem i kogoś zwyczajnie zabiję.

Zostaw komentarz więcej...

tradycyjnie przerwa śniadaniowa

przez , 28.sty.2015, w Bez kategorii

Niefajny to czas. Remont potrwa jeszcze z tydzień. Byłam przygotowana, że to będzie wymagało czasu, ale jestem już na etapie totalnego wkurwienia po powrocie z pracy. Pan Mąż wprawdzie stara się zatuszować ślady prac remontowych przed moim powrotem, ale i tak często gęsto jemy obiad przy akompaniamencie cięcia kafli.

Aleksander zamiast sobie użyć z okazji ferii strasznie mi się pochorował. Kaszle jak gruźlik, leci mu z nosa, jakieś szalone gorączki, no dramat. Strasznie mi go szkoda kurcze. Wszystko przez tą wredną pogodę. Ludzie tylko prychają i szczekają, a jakby przyszło takie -5C, wymroziło wszelkie dziadostwa w cholerę i całą tą zgniliznę, od razu żyłoby się lepiej.

No nie jest zbyt przyjemnie, nie. Normalnie z każdej strony jakiś negatyw. Pola jedynie się trzyma pozytywnie i zaskakuje dobrym humorem i nowymi słowami.

 

Zostaw komentarz więcej...

!!!

przez , 21.sty.2015, w Bez kategorii

 

Nie wiem, czy już wspominałam ale uwielbiam, całkowicie ubóstwiam Marka Ronsona  :) prawie jak nastolatka :)

Chyba nie wspominałam, ale u nas znów remont. Mam wrażenie, że te remonty się nie kończą. Ciągle jesteśmy w trakcie jakiegoś i z perspektywą kolejnego. Frustrujące w naszym domu jest to, że nigdy nie będzie tak, że wszystko jednocześnie będzie nowe. Zanim skończymy remont jednego, już to poprzednie jest jakieś starawe i chcemy coś zmienić. Tym razem padło na łazienkę, ale to nie była żadna fanaberia, bo ta łazienka była jeszcze dariuszowa czyt. po poprzednich właścicielach i mocno jej się ten remont należał. Panowie siedzą już tydzień i dłubią, efekty póki co dla mnie niezauważalne. Przypuszczalnie dopiero z chwilą położenia kafli dostrzegę jakiś postęp. Wymusiłam tylko podłączenie pralki, co zajęło prawie cały dzień roboczy, ale każda gospodynia domowa, a tym bardziej gospodynia pracująca wie, że bez pralki ani rusz, więc warto było poświęcić ten jeden dzień. Teraz aktualnie pralka stroi na środku kuchni a woda odpływa do zlewu :)

Pomęczę się jeszcze dwa tygodnie, ale czekają mnie luksusy w postaci pięknej dużej wanny ( do tej pory były w domu dwa prysznice), wspaniałego oświetlenia, wygodnego kibelka, zabudowanej pralki i szuszarki itp. nawet kocia kuweta zostanie wymieniona na elegancką, praktyczną kuwetkę. Moje życie zmieni się na lepsze. Powtarzam to sobie jak mantrę, kiedy wchodzę codziennie po pracy do pokrytego białym pyłem domu i zamiast spędzić czas z dziećmi lecimy z mężem na szmatach, żeby dało się oddychać. Z pewnością będzie warto, na pewno… :)

Ferie nie są sprzyjającym czasem. Panu Mężu jako wykładowcy, wolne wcale nie pokrywa się z wolnym naszego syna. Sytuacja do prostych nie należy. Wiadomo, ja w pracy jestem niezastąpiona, więc generalnie mamy problemy z zagospodarowaniem Aleksandra i wymyślamy różne karkołomne konstrukcje. Naprawdę nie przemyślałam tego planując kolejne potomstwo :) Nie wiem, co będzie w wakacje. Wczoraj jednak udało mi się wydębić wolny dzień i zabrałam Olka do kina na Paddingtona. Był to nasz pierwszy wypad we dwoje odkąd nastała Pola. Było kino, sklepy,  lody, obiad i inne atrakcje. Wreszcie miałam czas, żeby z nim tak normalnie pobyć i oświeciło mnie, jakiego mam fajnego, mądrego, rozpieszczonego chłopaczka :)

Pola na czas remontu jest wyganiana rano z domu. Zaczyna też mówić, pierwsze słowa: Tato, mama, Co to?, kicia,aja. Wczoraj tez nauczyła się mówić świnia :)

 

Zostaw komentarz więcej...

Bella

przez , 18.sty.2015, w Bez kategorii

Olek: (opowiada): no mieliśmy w szkole zdjęcia i tam była pani fotograf
Ja:pani?
Olek: no i ona była taka młodsza od ciebie
Ja:młodsza?
Olek( przyglądając sie mi krytycznie):no młodsza, no bo w ogóle to mogłabys zmienić twarz
Ja:???
Olek: no bo tu masz tyle pieprzykow
Ja:no ale ty tez masz
Olek: ale ja mam mało. No i tu na czole masz takie brzydkie cos
Ja: tutaj? Chodzi ci o zmarszczki?
Olek:no właśnie. Ogólnie to mogłabys wyglądać lepiej
Ja: tak? To znaczy jak?
Olek:no mogłabys byc blondynka
Ja:?
Olek: a ja wiem jak to zrobic…
Ja:tzn?
Olek: jest taka jedna bella. Nakładasz ja na włosy i stajesz sie blondynka
Ja:no cos takiego :)
Olek: no i tylko w 10 minut!

Czyli ze mam za dużo pieprzykow, marszcze sie i do tego nie jestem blondynka. Moj syn ostro sprowadził mnie na ziemie. Czas umawiać sie na jakies drobne korekty, bo lepiej to juz na pewno nie będzie.

Zostaw komentarz więcej...

2015

przez , 12.sty.2015, w Bez kategorii



W związku z chwilową zmianą miejsca wykonywania mych obowiązków nie mam melodii do pisania ani specjalnie warunków. Już podczas pisania pierwszego zdania przeprowadziłam jedną z rozmowę na żywo i jedną telefoniczną :) O pisaniu w domu, w ogóle mogę  zapomnieć, bo od wejścia Pola na mnie wskakuje i nie złazi do wieczora,  w międzyczasie odrabiamy z Olkiem lekcje, gotujemy, pierzemy, sprzątamy ( ona cały czas ze mną, a raczej na mnie :)) Nie mogę się zebrać do jakiś ćwiczeń i mi dupsko wiotczeje. Dawno już nie przeczytałam żadnej książki, filmy oglądamy z Rafałem na dwa, trzy razy. Teraz zaczęliśmy Wilka z Wallstreet i myślę, że pobijemy rekord i może na czterech się nie skończy :) Do tego wszystkiego w środę zaczynamy generalny, totalny remont łazienki i już jestem nieszczęśliwa, bo nienawidzę takich dłubanin. Nie wiem, jak ja to przeżyję. Wczoraj wybraliśmy się do Wrocławia po kafle. Kupiliśmy w pierwszym sklepie, który się nawinął, naprawdę nie ma czasu na pierdoły :)

Pola już nie chodzi, tylko biega. Niespecjalnie się z tego cieszę, bo wciąż wydaje mi się to za szybko, ale nie mogę zahamować tego procesu. Wygląda to śmiesznie. Wczoraj nawet powiedziała mama. Poza tym jest taką typową dziewuszką, przytula się, całuje. Co rano domaga się pieszczot, szczególnie od ojca. Nieświadomie też jest brutalna. Bardzo podoba jej się goła skóra i kiedy tylko komuś wystaje kawałek ciała, zaraz w ruch idą pazury. Ja mam podrapany brzuch, na Olka padła nieszczęśliwie twarz.

Święta i Sylwester upłynęły spokojnie. Imprezę mieliśmy właściwie w stałym znanym gronie, poza kilkoma nowymi niepotrzebnymi twarzami. Było sympatycznie, ale jak zwykle. W pierwszej wersji mieliśmy iść na bal, ale to wiązałoby się z dużą wstrzemięźliwością w kwestii zachowania, więc ostał się plan domówki. Od początku mi nie szło. Najpierw moja przyjaciółka zabiła mnie informacją, że jej mama, u której spędziła cały dzień dostała ostrej jelitówki. No to mi oczywiście zwoje zaczęły pracować i nawet nie spróbowałam przyniesionej przez nią sałatki :) Stwierdziłam wiec, że będę się hartować czystą wódką, która niestety była ciepła. jakoś dotrwałam do połnocy. Pokazywałam koledze jak się zjeżdża po schodach na pupie, skutkiem były liczne urazy mojej tylnej części ciała. Jakoś nawet przetrwałam życzenia, a potem to już była równie pochyła. W dodatku postanowiliśmy wracać na piechotę, co jest wyczynem, biorąc pod uwagę nasze usytuowanie. No jakoś doczłapałam mijając po drodze pijanych ludzi i głośno wyrzekając jak to się koszmarnie zataczają. Mój mąż znosił to dzielnie i nawet nie skomentował, że ze wszystkich napotkanych przez nas balangowiczów, najbardziej zataczam się ja :) Bardzo mocno odchorowałam tego Sylwestra, do tej pory mój żołądek przypomina mi o tej ciepłej wódce, długo żadnego alkoholu do siebie nie przyjmę. Biorąc pod uwagę to wszystko,  w przyszłym roku zabieramy dzieciaki do górskiej, leśnej chatki i bawimy się z nimi i Piccolo. Nadszedł czas zweryfikowania formy zabawy na parę lat.

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...