drop blog

Archiwum dla: Luty, 2015

Chorobowe

przez , 24.lut.2015, w Bez kategorii

Aleksander złapał jakiegoś wirusa, siedzę wiec z dzieciakami w domu. Czas leniwie upływa mi na staniu przy garach,czego szczerze nienawidzę. W kółko przygotowuje jakies posiłki. Rano pomyślałam, ze wyczyszcze piekarnik. Stargalam wiec moja cudowna parownice i do dzieła!czy wspominałam juz, ze Pola boi sie parownicy? Przez 40 minut stała wiec koło mnie i histeryzowala,a ja nic nie mogłam zrobic, bo przecież nie zostawię takiego rozbabranego. Potem, kiedy nastawilam zupę, bezpiecznie ulokowalam Olka i poszłam z Młoda na dwór. Na trawniku przywitał mnie slalom psich kup. Biljest o tyle dziwnym psem, ze nie chowa sie zeby zrobic kupę, mało tego robi je chodząc, czyli sa wszędzie. Zaczęłam je grabic, na co Pola w skowyt i wciekłosc. Udało mi sie cos tam ogarnąć, a tu trzeba juz wracać do domu, oczywiście buty i moje i jej całe w psim g…wnie. Czy wspominałam ,ze juz nigdy więcej nie kupie tak dużego psa?
Zupa i drugie danie oczywiście Olkowi nie smakowało, Pola wciągnęła wszystko.
Na koniec przyjechał moj szef i zasugerował, żebym dla dobra chorego dziecka jutro tez została w domu. Hmmmm… :)

Zostaw komentarz więcej...

no i ten tego

przez , 19.lut.2015, w Bez kategorii

Dziś rozpoczynam moją włóczęgę po gabinetach. Być może ma to związek z przesileniem, a być może po prostu znów trochę mi główka szwankuje, może to przemęczenie i niewsypanie, a może szajba, ale znów dopadają mnie jakieś zdrowotne lęki. Ciągle mnie coś boli, wciąż mam jakieś objawy czegoś tam, z tymże nie wiem, co było najpierw: czy pomysł na chorobę, czy boleści. Podejrzeń jest dużo, spektrum szerokie, powinnam więc zbadać WSZYSTKO :) Zaczynam od delikatnie powiedziawszy od biustu. I tak już czas zrobić usg, bo przez ciążę z Polą i późniejsze karmienie nie bardzo było jak, a teraz idę, miesiąc temu się zarejestrowałam, od tygodnia coś mi się tam w jednym cycku nie podoba :)  Nie mogę sobie robić samokontroli, jak moje kumpelki, bo zawsze coś tam sobie znajduję, wolę więc udać się do kogoś kompetentnego.

W kolejce badań profilaktycznych postanowiłam się ustawić również przy pobieraniu krwi, następnie zbadam wszelkie znamiona, zrobię usg jamy brzusznej i wybiorę się do laryngologa. Na tym, mam nadzieję skończę diagnostykę, a jeżeli wymyślę coś nowego, to zwyczajnie udam się do psychiatry :) taki mam plan.

Ostatnio przyszła do mnie parownica. Jezu zakochałam się  w tym urządzeniu. Małżonek najpierw kłapał coś dziobem, próbował protestować, a kiedy przyszła musiałam wysłuchać, że ciekawe gdzie to będziemy trzymać itp.  Ale wystarczyło, żeby zaparował łazienkę albo brudne fugi i od razu mu przeszło.  Już nie mogę się doczekać weekendu, kiedy wraz z parownicą wkroczę na pokoje. Oszalałam na jej punkcie, dosłownie spać nie mogłam, tzn jak zasypiałam, to wciąż mi się śniło,że nią sprzątam. Poczyniłam więc odpowiednie kroki, mam ją w domu i jestem szczęśliwa. Jedyny minus jest taki, że teraz w całym domu widzę miejsca, które należałoby posprzątać, wszędzie jest potencjał. Niestety porządki z Polą jest niemożliwe, bo kiedy tylko padam na kolana do czyszczenia stoi nade mną, wskakuje na plecy, szarpie za włosy i jest wściekłaaaa! Małżonek obiecał ( i naprawdę trzymam go za słowo!!!), że mnie trochę od niej uwolni w sobotę i będę mogła się oddawać w spokoju pracom czyścicielskim!

Musze tu jeszcze pochwalić mojego syna dla potomności. Ostatnio miał test z angielskiego i na max 15 dostał 14 i 3/4 pkt! Następnego dnia, kiedy go rano odprowadzałam do klasy, dopadła mnie pani wychowawczyni, wciągnęła do klasy zaczęła wykładać jakieś papiery i chwalić moje dziecko, że robiła im jakiś sprawdzian- pracę samodzielną i on wypadł fantastycznie, naprawdę cudownie, a w ogóle to jest bardzo inteligentny i ma ogromny potencjał wiec Pani gratuluje. Bardzo to było miłe, serce rodzica po prostu rośnie. Młody nie garnie się jakoś tak wybitnie, co tu dużo mówić, odbębnia te zadania domowe, czyta codziennie, bo  musi, ale ja też go jakoś specjalnie nie prześladuję i nie molestuje dodatkowymi zadaniami. Może to jest metoda, ale bardzo jestem z niego dumna.

Ponadto uczęszcza na taekwondo. Początkowo R. wracał załamany z tych zajęć, Olek robił tam sobie, co chciał jak paralityk, a jeśli nawet wykonywał polecenia to obowiązkowo z wystawionym językiem (?). Teraz idzie mu coraz lepiej, wraca bardzo zadowolony, tatuś z resztą też, więc jest nadzieja, język podobno chowa :)

Zostaw komentarz więcej...

???

przez , 16.lut.2015, w Bez kategorii

Ej, dlaczego jak się wchodzi na bloga, wyskakuje ostrzeżenie o jakiś pikantnych treściach? Ja tu pitu pitu o macierzyństwie, a oni jakieś dziwne kategorie mi tu stosują :) Może to jakaś sugestia :)

Zostaw komentarz więcej...

:)

przez , 16.lut.2015, w Bez kategorii

Mój roczna córka mocno nas ostatnio zaskoczyła. Za każdym razem, kiedy rozbieramy ją do golasa natychmiast z wesołą miną kuca i siusia na podłogę… Instynkt? Poza tym dalej ma obsesje na moim punkcie i za każdym razem, kiedy idę na górę, muszę ją ze sobą taszczyć, bo inaczej wiesza się z rykiem na bramce… Kiedy wracam po pracy, najpierw reaguje szczęściem, uśmiechami i buziakami a potem się na mnie wyżywa: drapie, szarpie za włosy i pokrzykuje. To chyba taka kara za to, że chodzę do pracy. Wczoraj tez Pola zaliczyła pierwsze love. Odwiedzili nas znajomi, kolega bardzo się Poli spodobał, więc zadarła sukienkę do góry i obserwowała go z lekkim uśmiechem i zmrużonymi oczami :)

W Walentynki wybraliśmy się z mężem na kolację. Nie przewidzieliśmy jednak tego, że wieczorami raczej nie jadamy i kiedy przyszły zamówione potrawy skubnęliśmy ze trzy razy, a w drodze powrotnej zmusiłam R. żeby podjechał do apteki po coś na żołądek :) tak więc romantyzm po całości.

Pola pije tran, a Olek (który oczywiście nie pije) jest zdegustowany, że Poli z buzi pachnie rybką :) Poza tym moje dzieci kompletnie różne sposoby odżywiania. Olek jest fanem potraw mięsnych, zupa bez mięska nie  jest zupą, tylko nic nieznaczącą cieczą. Jajecznica musi być z szynką lub boczkiem, na obiad ma być kotlet ew. mięsko w sosie, tosty bez szynki mogą nie istnieć. Oprócz mięsa na talerzu najchętniej wszystko by zostawił, co oczywiście kończy się obiadowymi awanturami. Do codziennej porcji  zdrowia wlicza sobie słodkiego Kubusia marchewkowego i twierdzi, że to wystarczy. Pola zaś jest wielbicielką wszystkich warzyw i owoców. Mięso je tylko kiedy przypadkowo dostanie się do jej ust. Codziennie musi być tona owoców, na obiad gotuje się jej kilka rodzajów warzyw, kasze, ziemniaki wszystko jest wchłonięte dosłownie i potem jeszcze dojada z gara. W ogóle Pola jest fanem zdrowej żywności…Owsianka na wodzie? nie ma sprawy, jaglanka? Wspaniale! Kuskus? Cudownie plus będzie można rozrzucić po całej chacie… Tortellini ze szpinakiem?Sałata? Pomidorki? Wszystko pycha. a  największymi przysmakami to bananki, borówki i uwaga awodkado!  W związku z tymi różnicami żywieniowymi ciężko jest mi wszystkim dogodzić pod względem obiadu. Każdy lubi co innego i najlepiej  byłoby założyć w ogóle restauracje.

Zostaw komentarz więcej...

punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

przez , 04.lut.2015, w Bez kategorii

Przeczytałam dziś sobie do kawy taki tekst:   http://mumandthecity.pl/o-tym-nie-mowi-sie-glosno/

Mam porównanie. Z olkiem byłam właściwie trzy lata w domu, wiadomo studiowałam, ale to było kilka godzin tygodniowo, więc w sumie się nie liczy. Siedzieliśmy sobie razem, spacerowaliśmy, gotowaliśmy, spędzaliśmy właściwie ogromną większość czasu razem. Wcale nie odbierałam tego jako jakiejś wielkiej pracy, no mam dziecko, więc pewne rzeczy muszę i już. Bardziej doskwierała mi samotność, to że tylko ja w kółko z tym dzieckiem, że w kółko sama , że po lekarzach sama się tułam, że z tymi siatami sama, że nie bardzo jest z kim pogadać. Drugą istotną kwestią było uzależnienie, głównie finansowe od R. Było to bardzo niekomfortowe i okropne.

Z Polą do pracy wróciłam po siedmiu miesiącach i co? I jest masakra. Naprawdę odbieram to jako totalny zapieprz non stop. To , co robiłam sobie z olkiem spokojnie przez cały dzień, teraz robię jako tako w kilka godzin, miotając się jak szalona, dosłownie czasem wariując. Nie czytam, rzadko rozmawiam z koleżankami, nie mam czasu nic. Nawet nie wspominam o tym, że obecnie dzieci jest dwójka.R. nie ma w domu jeszcze więcej, wdrożył się znów w życie naukowca, więc nawet jeśli jest, to często izoluje się przy komputerze i tak jakby go nie było, co mnie doprowadza do szału. Tez piorę, jakoś tam gotuję, sprzątam, prasuję. Sorry, robię to samo, co matka siedząca w domu, tylko w krótszym czasie. Ponadto omijają mnie takie przyjemności, jak spokojny spacer  z dzieckiem, czy słodka chwila miziania się rano w łóżku.

Tez jestem czasem samotna, jestem styrana, R. ostatnio z Olkiem stwierdzili, że rano po wyjściu z garderoby zamieniam się w Mamorrę. Smutne to, ale prawdziwe, wrzeszczę, tarmoszę się i męczę, żeby jakoś w ogóle wyjść z domu. Teraz jeszcze rano wiozę Polę. Zanim się ubierzemy i dotrzemy do auta, już jestem mokra.Wychodzę z domu z Polą na rękach, torebkę, teczką, torbą Poli i to wszystko taszczę.

Ostatnio wróciłam z chorą Polą i Olkiem z pracy. W domu wszystko w białym pyle, obiad w proszku. Robiłam wszystko na raz, tarłam podłogę na kolanach, a Pola stała pod schodami i płakała, a ja razem z nią.Tak też bywa, że czasem mi już sił nie starcza.

Dodatkowym minusem jest to, że cały czas z tyłu głowy mam ogromne ,po prostu ogromne  wyrzuty sumienia, że nie daję moim dzieciom tyle siebie, ile powinnam. Poświęcam im za mało czasu. Wciąż tylko biegam z Polą na rękach. Ten aspekt jest najgorszy i chwilami bardzo mnie to przytłacza.

Nikt mi nie powie, że kobiety siedzące z dziećmi z domu, mają gorzej, czy nawet źle., bo są niedowartościowane, bo biedne, bo samotne. Kurde, powinny docenić, że żyją przez chwilę spokojnie, że obserwują codziennie swoje maluchy, a jak się nie podoba, to  w miarę możliwości, zawsze można wrócić do pracy i mieć porównanie…

 

Bardzo kocham moją rodzinę, świadomie się na nią zdecydowałam i to normalne, że teraz jest taki czas, że czuję zmęczenie i lekki żal, ale to minie, a zostaną cudne dzieci i czasem miły mąż :) i satysfakcja, że dałam radę.

p.s. znam też takie panie, które nie pracują, mają dzieci w przedszkolach, a mimo to nigdy nie mają czasu na nic, bo wiadomo fryzjer, siłownia, kosmetyczka, o matko zrobienie zakupów, a po południu trzeba dziecko zawieźć na jakieś zajęcia. Na sprzątanie już niestety brakuje czasu, muszą przyjść gosposie.

znam też takie, które nie pracują, a dzieci ze szkolnej świetlicy odbierają ostatnie i to już jest uważam świnka nie matka.

Zostaw komentarz więcej...

Chama

przez , 03.lut.2015, w Bez kategorii

Olek: Ola, a kto to jest dama?
Ja: Dama to taka bardzo dobrze wychowana pani, która jest zawsze grzeczna,miła, używa ładnych słów…
Olek: oooo, to ty nie jesteś damą. Ty jesteś chamą, a Pola jest damą

Bez komentarza, czasem się człowiek zdenerwuje i już od razu jakaś chama :)

Zostaw komentarz więcej...

bang

przez , 02.lut.2015, w Bez kategorii

 

Olek załatwił nas wszystkich. Choruje Pola, chorujemy my z małżonkiem, nawet dziadkowie. W dodatku świństwo jest dość zajadłe  i wcale łatwo nie daje się przegnać. Najgorzej  oczywiście mają najmłodsi. Młoda zdecydowanie nie radzi sobie z zalewającym ją katarem i uniemożliwiającym funkcjonowanie kaszlem.  Z płaczem wiozłam ją rano do niani, miałam wyrzut sumienia, bo powinnam siedzieć z nią w domu, ale nie mogę, bo oczywiście ku…a mamy remont. Do czwartku. Jeżeli po czwartku ktoś zaproponuje mi remont czegokolwiek, to przyrzekam zabiję! Pan  mąż już oczywiście snuje kolejne wizje zmian w domu, ale ja się już na nic nie zgadzam!!!!!!!!!!! ja mam już dość, nawet pochorować nie można w spokoju.

 

Za tydzień Pola skończy roczek, mam nadzieję, że już będzie w miarę i zdmuchnie jakąś świeczkę. Kiedy to minęło, że moja mała paskudna Pyza, stała się śliczną dziewczynką…Ja wiem, że każdy zachwyca się swoim dzieckiem, ale moje… no Pola jest po prostu wyjątkowo urocza. Taka typowa dziewczynka. Wszystkich i wszystko przytula, całuje, wiecznie wlecze za sobą jakąś lalkę albo kota. Jednak kiedy sobie popatrzę na to pierwsze zdjęcie, które R. jej zrobił na sali porodowej, no cóż opuchnięta i wściekła nie zapowiadała się wcale na ślicznotkę :) Wyglądała trochę jak taki mały potworek. Czasem kiedy sobie incognito przeglądam facebooka, to nawet się trochę dziwię, dlaczego ludzie wstawiają tak chętnie te swoje małe krokodylki?! Rzadko zdarza się, żeby któreś z dzieci wyglądało ładnie po narodzinach. Wyjątkiem, jaki znam jest chyba tylko córa Mariana, która od razu zachwycała urodą i wyglądała jak trzymiesięczny bobas.

Idę dalej chorować w pracy, zdecydowanie omija mnie tytuł pracownika miesiąca, nie dość, że czuje sie jak kupa, to myślami jestem przy pozostałych chorych członkach rodziny.

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...